sobota, 1 listopada 2014

Opisy bohaterów

Aira- czarne włosy do końca pleców, smukła twarz i sylwetka, duże niebieskie oczy.
Kiriam- czarne krótkie włosy, smukła twarz i sylwetka, duże niebieskie oczy.
Rain- wysoki, umięśniony, ma krótkie, potargane włosy kolory kory drzewa, takie same radosne i Gabriel-głębokie oczy, opaloną na jasny brąz cere i nieśmiały uśmiech.
Królowa elfów- ognisto-czerwone włosy, zielone oczy i powarzną twarz.
Rain- krótkie blond włosy, złośliwy uśmiech, zielone oczy.
Król ludzi- niski, gruby, szeroki uśmiech, brązowe oczy, krótkie, siwe włosy.
-------------------------------------
Szukam kogoś z talentem plastycznym kto narysuje mi te postacie według opisów!!!

sobota, 13 września 2014

Liebster Blog Award!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zostałam nominowana przez http://podwochstronachmocy.blogspot.com/ za co serdecznie dziękuje!
Na czym to polega?
Odpowiadasz na 11 pytań zadanych przez osobę która cię nominowała po czym nominujesz kolejne 11 osób który zadajesz 11 pytań.
Odpowiedzi:
1. Największe szaleństwo Twojego życia to…?
Zaprzyjaźnienie się z MBFFZ
2. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Nie potrafię wybrać. Lubie wiele książek.
3. Dlaczego zacząłeś/ęłaś pisać bloga?
Dostałam pytanie na asku gdzie ktoś polecił mi swojego bloga więc założyłam też swojego.
4. Co jest Twoją największą przyjemnością?
CZYTANIE!
5. Masz władzę nad światem przez 2 godziny (co za dużo to nie zdrowo :D). Co robisz?
Żądam bym była królową na zawsze! BŁAAAHAHAHAHAHAHAHAHA
6. Jaki dostałeś/aś najgorszy prezent na Święta/urodziny?
Nie było nic takiego.
7. Śmieszna/głupia wpadka Twojego życia to…?
O jeny nic mi się nie przypomina xD.
8. Jaki jest Twój ulubiony serial?
Lubie Miodowe Lata. Tak jestem dziiiiiwna.
9. Jak brzmi Twoje przezwisko z dzieciństwa? ;)
Nie  miałam ale za to w tym roku na koloniach koleżanka ochszciła mnie Shark
10. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? Uzasadnij odpowiedź.
Wiosna. Jest tak radośnie. Coraz cieplej. Coraz bliżej wakacji.
11. Dom czy mieszkanie? Uzasadnij odpowiedź.
Willa z basenem xD.
Nominuje:
http://two-sisters-two-worlds.blogspot.com/
http://wymuszonelovestory.blogspot.com/#_=_
http://opowiescidwuochswiatow.blogspot.com/#_=_
http://opowiescpieciuzywiolow.blogspot.com/#_=_
http://yoursangel8.blogspot.com/#_=_
Przepraszam że tylko 5 ale więcej nie czytam lub zostały nie dawno nominowane.
Pytania:
Co cię natchneło do pisania bloga?
Jak bardzo się cieszysz z tej nominacji?
Jak nazywa się kot przyjaciółki kuzynki siostry sąsiada psa?
Wymień pięć książek które przeczytałaś.
Co wolisz: być wilkołakiekiem czy wampirem?
Jakie słowa powiedziałaś ostatnio, do kogo i jakie było ich głębsze znaczenie?
Czy wierzysz w istnienie Kosmitów?
Jakie jest twoje zdanie na temat czarnej dziury?
Co sądzisz o kaczkach?
Co jest lepsze do zabijania Zombie słoik po Nutteli czy naleśnikiiii?
Jak się teraz czujesz?
P.S. Ta notatka będzie skopiowana i opublikowana na moim drugim blogu.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 7

- Ja... ja niewiem. Nie mogę. Nie... Nie.
- Dobra spoko. Nie to nie.
- Dzięki.
- Spoko - odpowiedział patrząc ma mnie tym swoim radosnym spojrzeniem i z tym rozbrajającym uśmiechem. Dość!
- Dobra chyba pora spać. Jak zwykle ja muszę tego pilnować. Jak dzieci- nigdy nie potrafią stwierdzić że czas spać -  powiedział Rain, a ja poszłam spać z myślą, że dobrze zrobiłam przezwyciężając pokusę i nie zjadłam tego mięsa. Zachowałam się godnie swego gatunku i swojego miana Królewskiej Wysłanniczki. Złamałabym zasadę Świętego Kodeksu Dębu. Choć niewiem czy przezwycięże inną pokusę złamania zasad...
Rano wszystko działo się jak zwykle. Szliśmy sobie spokojnie gdy po drodze spotkaliśmy tubylców. Nie za bardzo się nimi jednak przejęliśmy. Wieczorem rozłożyliśmy obóz i poszliśmy spać. Tego dnia wstałam pierwsza i poszłam budzić chłopaków lecz ich nie było. Zaczęłam ich szukać i nawoływać. Gdy dokładnie przerwałam ich namioty zobaczylam, że ich plecaków także  nie ma. Chcąc nie chcąc zrobiłam sobie sama śniadanie i czekałam. Wreszcie gdy nie przychodzili postanowiłam wykonać czar namierzający, który pozwołuje mi wykryć każdego człowieka i elfa w promieniu pięciu kilometrów. Wkońcu ich zobaczyłam. Byli prowadzeni przez bandę ludzi z tego niektórych widziałam wczoraj. Było to jakieś trzy kilometry dalej więc zwinełam obóz i ruszyłam im pomóc. Szli pieszo więc odwodnienie ich zajęło mi jakieś trzydzieści minut. Oby dwaj byli związani i popychani przez tych... ludzi. Gabi... znaczy Gabriel (co się że mną dzieje?!) Odwrócił się mnie zobaczył. Spojrzałam na niego w stylu "zaraz wam pomogę, chwilka!" i zaczęłam pleść zaklęcia. Oblawiab ondercjo merde, Oblawiab  merde, choliosee merde, chjoniose majdiii, joniose majdiii. Słuchajcie ludzie mnie, uwolnijcię ich ku mnie, słuchajcie mnie, uwolnijcie ich, zapomnijcie ich. Stało się jak chciałam. Natychmiast ich uwolnili, a moi silni mężczyżni zaczęli uciekać ile sił w nogach w moja stronę.
- Debile.
- Czemu niby?
- Rain nie mogłeś zastosować jakiegoś zaklęcia?! Gabriel nie mogłeś walnąć któregoś w ryj?! To takie trudne?!
- Oni są chronieni przez jakiś czar.
- To dziwne że na moje zaklęcie zareagowali!
- A na moje nie!
- A na pewno dobre je powiedziałeś?! Nie odpowiadaj. Tam są wasze torby. Idziemy. Tracimy tylko cenny czas, a i tak mamy pół dnia w plecy. Koń jest przy tamtym drzewie- wiem że jestem wredna, ale teraz cały mój gniew poszedł i zamienił się na miejsca z wściekłości na tych idiotów. Tych debili. Moich idiotów. M o i c h debili. Głupców, gnojów, idiotów, niedorozwojów, niedorajdów, debili itd. Moich. I teraz właśnie w tej chwili gdy właśnie mieliśmy zacząć biec ją się załamałabym, gdyby nie to że Aira Kechaan, Królewska Wysłanniczna, nosicielka Dębu, wzorową uczennica i idealna córka nigdy się nie załamuje, a zwłaszcza przy przedstawicielach płci brzydkiej. Liczyłam kroki. Drzewa. Krzaki. I niewiadomego pochodzenia rzeczy i odgłosy, aż wkońcu się uspokoiłam. W tym samym czasie nastał wieczór. Powiedziałam
-Od dziś będziemy na zmianę trzymać warte przed namiotami,żeby sytuacja z dnia dzisiejszego się nie powtórzyła. Ja wezmę dziś pierwszą warte Rain druga a Gab... ekhem Gabriel trzecią.
- Rozumiem że nie mamy tu nic do gadania Szefowo?- powiedział swoim starym i dobrze mi znanym ironicznym sposobem Rain z jego głupkowatym uśmieszkiem.
-Nie Air... a. Jesteś wykończona więc się narazie prześpij, a ja cię budżet na ostatnią warte.- stwierdził opiekuńczym głosem Gabi...erl. Kurde!
- No ok. Rain jesteś pierwszy.
- Jak zwykle nie mam nic do gadania!- powiedział wspomniany i usiadł opierając się o pień drzewa - Dobranoc!
- Branoc!
- Dobranoc!
Zasnełam zaraz po opatuleniu się kocem.
                    ***
- Wstawaj śpiochu! Ruszamy!- krzyczał Rain.
- Już? A moja warta?- pytałam zaspanym głosem.
- Pan wielkoduszny siedział za ciebie.
Aż się zarumienilam

Rozdział 7

- Ja... ja niewiem. Nie mogę. Nie... Nie.
- Dobra spoko. Nie to nie.
- Dzięki.
- Spoko - odpowiedział patrząc ma mnie tym swoim radosnym spojrzeniem i z tym rozbrajającym uśmiechem. Dość!
- Dobra chyba pora spać. Jak zwykle ja muszę tego pilnować. Jak dzieci- nigdy nie potrafią stwierdzić że czas spać -  powiedział Rain, a ja poszłam spać z myślą, że dobrze zrobiłam przezwyciężając pokusę i nie zjadłam tego mięsa. Zachowałam się godnie swego gatunku i swojego miana Królewskiej Wysłanniczki. Złamałabym zasadę Świętego Kodeksu Dębu. Choć niewiem czy przezwycięże inną pokusę złamania zasad...
Rano wszystko działo się jak zwykle. Szliśmy sobie spokojnie gdy po drodze spotkaliśmy tubylców. Nie za bardzo się nimi jednak przejęliśmy. Wieczorem rozłożyliśmy obóz i poszliśmy spać. Tego dnia wstałam pierwsza i poszłam budzić chłopaków lecz ich nie było. Zaczęłam ich szukać i nawoływać. Gdy dokładnie przerwałam ich namioty zobaczylam, że ich plecaków także  nie ma. Chcąc nie chcąc zrobiłam sobie sama śniadanie i czekałam. Wreszcie gdy nie przychodzili postanowiłam wykonać czar namierzający, który pozwołuje mi wykryć każdego człowieka i elfa w promieniu pięciu kilometrów. Wkońcu ich zobaczyłam. Byli prowadzeni przez bandę ludzi z tego niektórych widziałam wczoraj. Było to jakieś trzy kilometry dalej więc zwinełam obóz i ruszyłam im pomóc. Szli pieszo więc odwodnienie ich zajęło mi jakieś trzydzieści minut. Oby dwaj byli związani i popychani przez tych... ludzi. Gabi... znaczy Gabriel (co się że mną dzieje?!) Odwrócił się mnie zobaczył. Spojrzałam na niego w stylu "zaraz wam pomogę, chwilka!" i zaczęłam pleść zaklęcia. Oblawiab ondercjo merde, Oblawiab  merde, choliosee merde, chjoniose majdiii, joniose majdiii. Słuchajcie ludzie mnie, uwolnijcię ich ku mnie, słuchajcie mnie, uwolnijcie ich, zapomnijcie ich. Stało się jak chciałam. Natychmiast ich uwolnili, a moi silni mężczyżni zaczęli uciekać ile sił w nogach w moja stronę.
- Debile.
- Czemu niby?
- Rain nie mogłeś zastosować jakiegoś zaklęcia?! Gabriel nie mogłeś walnąć któregoś w ryj?! To takie trudne?!
- Oni są chronieni przez jakiś czar.
- To dziwne że na moje zaklęcie zareagowali!
- A na moje nie!
- A na pewno dobre je powiedziałeś?! Nie odpowiadaj. Tam są wasze torby. Idziemy. Tracimy tylko cenny czas, a i tak mamy pół dnia w plecy. Koń jest przy tamtym drzewie- wiem że jestem wredna, ale teraz cały mój gniew poszedł i zamienił się na miejsca z wściekłości na tych idiotów. Tych debili. Moich idiotów. M o i c h debili. Głupców, gnojów, idiotów, niedorozwojów, niedorajdów, debili itd. Moich. I teraz właśnie w tej chwili gdy właśnie mieliśmy zacząć biec ją się załamałabym, gdyby nie to że Aira Kechaan, Królewska Wysłanniczna, nosicielka Dębu, wzorową uczennica i idealna córka nigdy się nie załamuje, a zwłaszcza przy przedstawicielach płci brzydkiej. Liczyłam kroki. Drzewa. Krzaki. I niewiadomego pochodzenia rzeczy i odgłosy, aż wkońcu się uspokoiłam. W tym samym czasie nastał wieczór. Powiedziałam
-Od dziś będziemy na zmianę trzymać warte przed namiotami,żeby sytuacja z dnia dzisiejszego się nie powtórzyła. Ja wezmę dziś pierwszą warte Rain druga a Gab... ekhem Gabriel trzecią.
- Rozumiem że nie mamy tu nic do gadania Szefowo?- powiedział swoim starym i dobrze mi znanym ironicznym sposobem Rain z jego głupkowatym uśmieszkiem.
-Nie Air... a. Jesteś wykończona więc się narazie prześpij, a ja cię budżet na ostatnią warte.- stwierdził opiekuńczym głosem Gabi...erl. Kurde!
- No ok. Rain jesteś pierwszy.
- Jak zwykle nie mam nic do gadania!- powiedział wspomniany i usiadł opierając się o pień drzewa - Dobranoc!
- Branoc!
- Dobranoc!
Zasnełam zaraz po opatuleniu się kocem.
                    ***
- Wstawaj śpiochu! Ruszamy!- krzyczał Rain.
- Już? A moja warta?- pytałam zaspanym głosem.
- Pan wielkoduszny siedział za ciebie.
Aż się zarumienilam

czwartek, 28 sierpnia 2014

Nowy blog!!!!!!!!!

Hej hoł czytelniku!!!!!!!!!
Dziś założyłam nowego bloga na którym będzie moja nowa książka!
A przy okazji niedługo dodam kolujny rozdział!!!!!!!

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 6

Dedyczek dla Alari Felic!  Dzięki Ci serdecznie!

Szłyśmy tak jak było zaplanowane pod brame Arga, gdzie pozostali już na nas czekali. Rain akurat układał wszystko do trzech plecaków - dwóch małych i jednego dużego. Ten duży wziął Rain i powiedział:
- Brązowy jest Gabriela, a zielony Airi.
- Świetnie - powiedziała królowa. - Możecie ruszać. Gabriel zna droge więc was poprowadzi. On będzie jechał na koniu bo inaczaje, by was oczywiście nie dogonił. A więc ruszajcie! Antra elesa ohona.
- Anoho asele artna - otarłam jednocześnie z Rainem. Aż się wzdrygnełam na myśl że moge robić coś z nim zgodnie. Gdy Gabriel wsiadł już na konia wyruszyliśmy wśród ciszy mąconej jedynie szumem wiatru i odgłosami zwierząt. W planie nie było odwiedzania żadnego miasta więdz szliśmy oddzieleni od wszystkiego murem złożonym z starych drzew Puszczy. Czekają nas jakieś trzy dni wędrówki przez Puszcze jeśli będziemy utrzymywać w miare szybkie tempo. Trwaliśmy w przyjemne dla mnie ciszy cały dzień wliczając przerwy na jedzenie ponieważ każdy miał swój zapas żywności na drogę. Dopiero przy przy przygotowaniu obozu na noc moi towarzysze stali się bardziej rozmowni. Gdy przygotowaliśmy wszystko usiedliśmy przy ognisku i Rain spytał:
Ej Gab - od kiedy z nich tacy przyjaciele że skrótów używają?! - powiedz coś o sobie bo taki tajemniczy jesteś.
- Nie Gab tylko Gabriel - no już lepiej. A wogóle od kiedy mnie to martwi?! - No skoro tak bardzo chcesz. No to dawno dawno temu za górami za lasami...
- Żył Gabriel z krasnoludkami? - podsunełam. Wszyscy zaczeli się śmiać.
- No coś takiego - odpowiedział Gabriel z uśmiechem, a uśmiech miał ładny. Czekaj dlaczego ja o tym myśle?! - Nie no, a tak na serio to zacznijmy od mojej rodziny. Mam dwie młodsze siostry które są bliźniaczkami i trzech braci, dwóch młodszych i jednego starszego. Siostry- Katrin i Izabel mają po siedem lat, bracia- Julek dwanaście, Kolin ma piętnaście, a najstarszy- Ben ma dwadzieścia. Ja mam szesnaście jakby co. Ja i Kolin zostaliśmy adoptowani ale braćmi nie jesteśmy. Mój prawdziwy ojciec był bliskim przyjacielem moich zastępczych rodziców. Gdy moja matka umarła miałem 6 lat i zaraz po tym tata oddał mnie do mojego obecnego domu obiecując że wróci. Żyliśmy sobie biednie ale spokojnie, aż nagle w moje 15 urodziny przyjerzdrza ojciec i mówi że mnie zabiera. Spytany dlaczego odparł, że wkońcu stał się zastępcą króla i ma warunki by mnie zabrać. Chcąc, nie chcąc pojechałem z nim i on powiedział mi po drodze, że uczyni mnie królewskim wysłannikiem. Król wysłał mnie do waszej królowej i tak oto się tu znalazłem. Koniec. A co z wami?
- Za górami, za lasami... - odpowiedziałam
- Mieszkała Aira między drzewami?
- Sami poeci no extra! - powiedział Rain. - Chodźcie lepiej spać.
- Ech no dobra - powiedziałam.
Gdy wstaliśmy od razu się zebraliśmy i ruszyliśmy. Dzień minął  w milczeniu jak z resztą wszystkie następne. Wieczorami rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, rano się pakujemy i w drogę. Gabriel opowiada nam o sobie i ogólnie o ludziach, ja i Rain o nas i elfach. Pewnego wieczoru:
- Ej wy na serio wogóle nie jadacie mięsa? - spytał Gabriel po czym tak słodko poprawił grzywkę. Jeny od kiedy ją tak myślę o chłopakach?! Sama siebie zaczynam przerażać.
- Tak. Nikt z nas nie tkną mięsa. Nigdy. Kropka. - powiedział Rain.
- Wow. Współczuję. A nie mieliście na to nigdy ochoty?
- Ni... - zaczął Rain lecz mu przerwałam.
- Ja czasami tak.
- Idealna Aira miewa ochotę na mięsno?!
- Wkurzający Rain zawsze jest taki wkurzający?
- Przemądrzały Gabriel zawsze jest taki błyskotliwy?
I wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Dobra nie zaprzeczam. Gabriel jest słodki, a Rain no to... Rain. Ale podróż z nimi to nawet jako taka przyjemność.
- To może chcesz?- spytał mnie Gabriel.
- Ja...
---------
Dam dam dam!!!
Jak myślicie??
Aira spróbuje mięsa??
Piszcie!

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 5

Khati, khati, khati. Słowo to odbijało się echem w mojej głowie. Co ja o nich właściwie wiem? Tylko tyle co z legend i bajek dla dzieci. Czyli nie za wiele zwarzywszy na to że większość to pewnie bujdy. Kiepsko.
- Przepraszam ale khati to przeciesz tylko legendy i bajki. One nie istnieją. To bujda. - powiedział Rian jakby czytał mi w myślach i mówił do małego dziecka.
- To że mało o nich wiesz nie znaczy, że nie istnieją Rain - odpowiedziała mu królowa. Ledwo powstrzymałam chihot. - Po za tym legendy zawsze zawierają ziarno prawdy. Owym ziarnem jest istnienie khati. Są one bardzo potężne, przebiegłe i tajemnicze. Nie wiemy o nich za wiele lecz na pewno władają Czarną magią i są w tym bardzo dobre od urodzenia. Więc chyba oczywiste, że tylko łącząc się ze smokami możemy je zwyciężyć, a do tego trzeba się przygotować. Airo jak już mówiłam oficialnie zostajesz króleską wysłanniczką i od teraz - przypieła mi broszke w kształcie Wielkiego Dębu - symbolu puszczy - będziesz mogła mówić i jeździć na spotkania w moim imieniu. Jesteś od teraz bardzo ważną osobą. A ty Rainie - przyczepiła mu wstążke w kolorach puszczy czyli zielonym i brązowym - pędziesz jej pomocnikiem.
- Czyli co będę robił? - spytał wyraźnie zaciekawiony Rain.
- To co ona ci rozkaże na przykład noszenie bagaży, czy przygotowanie obozu - okej teraz nie udało mi się powstrzymać chichotu. Mam własnego pomagiera który musi robić wszystko co mu karze i w dodatku jest nim Rain! Cóż za wspaniały dzień!
- Musimy jeszcze omówić waszą trasę. Wśród ludzi są zwolennicy khati więc musicie uważać. Niektóży nawet uwarzają ich za bogów i czczą ich nad rzeką Tich i na pustyni a więc musicie iść pieszo. Najpierw musicie jeszcze odwiedzić stolice ludzką Aiham i zameldować się u króla Ithrama. Zaopatrzy was w rzeczy potrzebne na dalszą podrórz. Dalej prostą drogą do Torki bez zatrzymywania się w żadnym innym mieście. Powinno wam to zajądź około tygodnia. Macie tam zarezerwowaną łódź w jedną strone. Sorry ale musicie wrócić na Smokach. Jak już ich dolecicie na naszą wyspe przylećcie prosto do mnie. Co dalej powiem jak wrócicie, a narazie idźcie spać wyruszacie z samego rana. Spotkamy się przy Bramie Arga. Hain.
- Hey hant bey hain -
odpowiedziałam tradycyjnie na porzegnanie królowej.
- Hin miain dey hain - dodał Rain. Może jest wrednym ogrem ale głupi to on nie jest. Wie jak sie podlizać. Gorzej, że królowej się nie podlizulie, bo to nic nie daje. Wychodze z pałacu i kieruje się prosto do domu, lecz jakimś cudem nagle znajduje się wśród konarów mojego kochanego dębu. Ukołysana wiatrem zasypiam.
                         * * *
Budze się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Ide do domu lecz w trakcie drogi dostrzegam królową idącą w tym samym kierunku. Podchodze do niej starają się zachować luźny wyraz twarzy jakbym codziennie chodziła we wczorajszych ciuchach o wschodzie słońca w strone własnego domu. Królowa jednak nie zadawała zbędnych pytań powiedziała po prostu:
- Chodź za mną.

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 4

- Witajcie!
Od miesiąca czekacie i rozmślacie dlaczego goszcze u siebie obecnego tu człowieka. Całkowicie was rozumiem, poniewarz nie jest rzeczą zwyczajną, żeby ludzie przekraczali granice naszej Puszczy. Pragne was szczerze przeprosić, że o niczym was nie informowałam wcześniej lecz miałam ku temu powody które zaraz wyjawie. Otórz z naszych patroli z poza wyspy donosi że pewne stworzenia planują napaść na naszą wyspe. Zagrożone są wszystkie zamieszkujące ją stworzenia, łącznie z nami. Przez cały miesiąc po długich i męczących naradach w końcu stwierdziliśmy że musimy się zjednoczyć ze smokami i stworzyć Smoczych Strażników czyli zespół człowieka, elfa i smoka. O tym kto będzie w tym zespole decydują smoki. W imieniu moim, waszym i wszystkich mieszkańców wyspy przesięgłam że będziemy walczyć i mam nadzieje że podjełam dobrą decyzję. Dlatego będziemy musieli wysłać delegacje na Smoczą Wyspe jak i we szystkie miejsca które trzeba odwiedzić w związku z nadchodzącą wojną. Na oficjalną wysłannicze królewską mianuje pięciokrotną zwyciężczynie wszystkich konkuręcji Zjazdu i najmłodszą mieszkanke Puszczy Aire Kechaan! Aira chodź na podwyszenie!
Zatkało mnie. Ja mam być wysłanniczką królowej? Ja mam odwiedzić Smoczą Wyspę? Te i inne myśli przesuwały się prez moją głowe kiedy szłam ścieżką utworzoną przez rozstępujący się w przerażającej ciszy tłum skrępowana z dwóch stron jak skazaniec wprost do królowej. Spotykałam spojrzenia pełne szacunku, podziwu, zachęty ale też i odrazy czy niechęci. Gdy dotarłam na miejsce co zdałało się trwać wieki królowa dodała
- A na jej pomocnika mianuje Raina Heenteen! Choć tu!
Sorry. TERAZ mnie zatkało. Rain? Dlaczego akurat Rain? To jest okropne! On mnie prędzej zabije niż mi pomoże! Dlaczego! Dlaczego...
- Teraz przemówi wysłannik króla ludzi Gabriel Tacio.
- Witam!- powiedział owy Gabriel. - Jak żekła wasza królowa nadchodzi wojna. Mój król wysłał mnie tu, powieważ chciał sojuszu i stworzenia Smoczych Strażników. Wcześniej byłem jeszcze u krasnolódów i ogrów ale ci zgodnie stwierdzili, że póki nie będziemy mieli sojuszu ze smokami będą się ukrywać przez całą wojne która z tego co wiemy od naszych szpiegów jest planowana na za miesiąc. Mam nadzieje że wszyscy wezną czynny udział w przygotowaniach i samej wojnie. Dziękuje za uwage.
- Tym kończe zebranie- powiedziała królowa i  zeszliśmy ze sceny otoczeni milczeniem z wszystkich stron. Wąską ścieżką gęsiego dotarliśmy do domu królowej. Jest to drugie najstarsze drzewo w Puszczy. Dąb ten od zawsze jest domem władczyń. Uważam że jest śliczny. Wąskimi schodami dotarliśmy do drzwi lecz gdy sięgałam po klamkę królowa powiedziała:
- Nie tutaj. Tu.
Powiedziała i podniosła ukrytą w drewnie klape za którą były schody. W milczeniu przerywanym jedynie skrzypieniem niektórych stopni zeszliśmy na dół. Gdy dotarliśmy na koniec ujrzałam chyba jakiś tajny pokój narad. Na środku stał długi stół otoczony pustymi krzesłami. Na nim leżały mapy różnej skali pokazujące różne miejsca. Królowa i Gabriel zajeli miejsca przy stole więc ja i Rain zrobiliśmy to samo. Chwile siedzieliśmy w ciszy, aż królowa przerwała milczenie.
- Macie jakieś pytania?
- Ja mam jedno. - powiedziałam
- Jakie?
- Co to za stworzenia?
Po chwili wachania powiedziała prawie szeptem.
- Khati.

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 3

Ten rozdział dedykuje Juli za pierwszą opinie!
- Wstawaj! Królowa chce coś ogłosić! Może wkońcu wyjawi dlacze ten człowiek tyle tam siedział! Toć się rusz wkońcu!
- O 3.30? Od kiedy zebrania są o 3.30? Ja chce spać o 3.30!
- Ej to je jest wybór królowej a ja nie kwestionuje wyborów Królowej!
- A ja chyba zaczne je kwestionować. Ale potem. Wiesz czemu? Bo mi się nie chce kwestionować wyborów królowej ani słuchać jej przemów o 3.30!
- Oj wstawaj bo się spóźnisz! O 5.00 na Placu Głównym! Tylko się nie spóźnij!- Krzykną Kain będąc już na schodach.
- To jest chore... bardzo chore... o 3.30... - mrucze pod nosem po wyjściu brata. Minął już miesiąc od czasu pojawienia się człowieka na zamku, nikt nic nadal nie wiedział, a ciekawoś wszystkich zrzerała ale żeby o 5.00?! To jest straszne ala coż na to moge poradzić. Ubieram prostą jasno-zieloną tunike postrzępioną na końcach, ciemno-brązowe spodnie i jasno-brązowe sandałki, a włosy zaplatam w warkocz i na końcu wiąrze zieloną wstążke. Gotowa schodze na dół na proste śniadanie składające się z miski bakali polanych sokiem pomarańczowym. Po nim ide prosto na plac główny na Plac Główny - teren przed domem Królowej na którym odbywają się wszelkie zebrania, święta, uczty i wybory nowej królowej. Z daleka widze moją przyjaciółke Gini i krzycze do niej
- Hejka Gini!
- O hej Aira! - odpowiada podchodząc do mnie.- Jak myślisz? Co królowa chce nam ogłosić?
- Nie mam pojęcia.
- Ja w sumie też. Niemoge się doczekać, aż w końcu to wyjaśni!
- Spokojnie przecież właśnie po to nas zwołała prawda?
- No prawda, prawda, ale to nie zmienia faktu że jestem bardzo ciekawa tego co nam powie.
- Myślisz że ja nie? Czekam na to cały czas!
Wkońcu stajemy razem w tłumie. Jest 4.10, a Plac już jest pełen zaciekawionych elfów. Widać wyczekiwanie na wszystkich twarzach i czuć napięcie w powietrzu. Wszyscy czekają na wyjaśnienie tej dziwnej sytuacji. Chyba pierwszy raz w historii my, elfy nie cierpliwimy się. Zawsze wszyscy twierdzili że królowa zrobi wszystko kiedy będie uwarzać to za słuszne. Każda królowa. Teraz gdy o równej 5.00 wchodzi na podwyszenie z korzeni drzew tak długo wyczekiwana królowa wraz z owym człowiekiem napięcue sięga zenitu. Teraz kiedy moge temu człowiekowi dokładnie się przyjrzeć stwierdzam że jest bardzo przystojny. Nieznam się na ludziach dlatego nie potrafie określić jego wieku. Wiem tylko że ludzie nie żyją wiecznie. A on jest wysoki, ma krótkie, potargane włosy kolory kory drzewa, takie same radosne i głębokie oczy, opaloną na jasny brąz cere i olśniewający nieśmiały uśmiech błąkający się obecnie na jego ustach. Idąca przednim Królowa ma ognisto-czerwone włosy- symbol władzy, zielone oczy i powarzną twarz. Króluje od 50 lat. Poprzednia królowa rządziła 500 lat i zrezygnowała, ponieważ stwierdziła że Puszczy przyda się świeża krew. Obecna królowa jest bardzo mądrą i sprawiedzliwą osobą i choć zwykle wydaje się poważna i surowa to na wszelkich ucztach czy świętach jest bardzo wesoła. Lecz nie teraz, bo właśnie swym donośnym głosem zaczeła tak długo wyczekiwaną przemowe podczas której zostaną rozwiane wszystkie wątpliwości nagromadzone przez cały miesiąc przez wszystkich tu obecnych. Napięcie jest przytłaczające i wręcz namacalne.
-Witajcie! . . .

Rozdział 2

Jutro będzie kolejny rozdział!
Miłego czytania!
Przez następne dwa dni ani królowa ani ten człowiek nie wychodzili z zamku. W Kanki - mieście w którym mieszkam- zwykle spokojnej stolicy Puszczy było wielkie zamieszanie i wprost huczało od plotek. Nikt nic nie wiedział, a królowa Naia zwykle nic przed nami nie ukrwa. Wręcz przeciwnie zawsze od razu każe jak najprędzej rozesłać wiadomości całej Puszczy. Nawet doradcy królowej nic nie wiedzieli. Było to okropne lecz jako, że my elfy jesteśmy ludem cierpliwym nikt na królową nie naciskał. Ja także dużo o tym myślałam lecz ciągle wszystko robiłam jak gdyby nigdy nic. Niektórzy mówią że trzęsienie ziemi by nie wyrwało mnie z mojej codziennej monotomi. Może. Lecz to nie z wyboru. Mama mnie tak wychowała twierdząc, że w ten sposób chroni mnie przed zmarnowaniem życia przez miłość, a ja niechce jej zawieść. Tata się wyprowadził gdy miałam 10 lat. Zostawił mamę samą ze mną i bratem. Nic o nim nie wiem tak jak on o mnie. Mama mówiła że długo nie mogła się pozbierać. Zostawił jej jedynie krótki list o takiej treści:
         
                   Miła moja!
Znikam bo to nie miało sensu!
Zabrałem wszystko i znikam z tąd!
Zajmij się dziećmi!
Niech robią to co za słuszne uwarzają!
                                              Żegnam!
                                                    Asin

Taki krótki, prosty list zniszczył mojej mamie życie. I psychike. Od tąd słuch o nim zaginoł.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 1

- Wiem że tam jesteś, schodź - mówie do mojego starszego brata który próbował się do mnie podkraść.
- Jak ty to robisz?- spytał gdy wreszczie schodni z drzewa.
- Jeśli łazisz jak ogr to nie spodziewaj się że cię nie usłysze Kiriam - odpowiedziałam wiedząc że on nienawidzi takich nie-odpowiedzi. Tak naprawde był na drugim miejscu w Puszczy co do skradania się na drzewach. Pierwsza jestem ja.
- Komiczne - prychną - a tak na serio? Jak ty mnie zauwarzyłaś? Aira gadaj!
- Lata ćwiczeń - żekłam śpiewnie.
- Mówi to najmłodsza osoba w Puszczy - odparł tym samym tonem.
- Mówi się ostatnia nadzieja Puszczy. Ciężko zapamiętać?
Ale miał rację. Jestem najmłodsza w całej Puszczy. Choć nie mówi się o tym dużo dziwne że wszyscy młodzsi ode mnie znikneli lub zostali zabici w tajemniczych okolicznościach. Było ich 10. Każdy zginął w inny sposób. Jeśli jeszcze nie wiecie elfy żyją zwykle wiecznie. Ale jestem nie tylko najmłodsza ale też najzdolniejsza i nie mówie tego, bo jestem jakąś samochwałą lecz dlatego ,że co dziesięć lat zjeżdża się cała puszcza i przechodzi przez tor przeszkód który ma za zadanie wychwycić mistrzów danej dziedziny i ewętualnie ich w przyszłości wykorzystać ,a ja jestem pięciokrotną zwyciężcynią w każdej konkuręcji czyli między innymi: wspinaczce, strzelaniu z łuku, pływaniu w pław i łodzią oraz skradaniu. Nikt nie może w to uwierzyć od czasu mojego pierwszego zjazdu ale wszyscy się już przyzwyczaili. Znaczy wszyscy prócz mojego brata. Kiriama który ciągle próbuje mnie zaatakować lub przestraszyć. A skoromowa o moim bracie i o mnie to jesteśmy prawie identyczni. Różnimy się chyba jedynie długością włosów i delikatnie sylwetką. Mamy tak czarne ,że wręcz granatowe włosy, żadkie wśród elfów niebieskie oczy, 1,70 wzrostu i wąskie usta. Gdyby nie długość włosów pewnie by nas mylili. Za to charaktery mamy zupełnie inne. On myśli, że samymi ćwiczeniami osiągnie sukces. Za to ja jak większość co dzień snuje zaklęcia które jednoczą mnie z Puszczą dzięki którym ptaki nie uciekają gdy wchodze na drzewa a te się nie uginają. Także często medytuje jak z tym momęcie tylko przerwał mi Kir. Wiem że znów nie wpadne w tak głęboki trans z resztą więcej niż raz to niezdrowo. Tak przynajmiej sobie wmawiam gdy mi się nie chce lub gdy ktoś mi przerwie. Idę więc lasem do domu w starym, mocnym buku. Mój dziadek sam go wyczarował co nie jest proste. Jako ,że posiadanie więcej niż jednego dziecka jest żadkie zwykle nie ma problemu z domem lecz jest ogólnie przyjęte że pierworodny przejmuje dom więc będe mogła spełnić marzenie i mieć dom w dębie na obrzeżach miasteczka. Niewiem czemu ale samo patrzenie na niego daje mi poczucie bezpieczeństwa. Lubie pod nim siedzieć i się wyciszyć albo wchodzić na niego i słuchać ptaków lub patrzeć na inne elfy chodzące daleko ode mnie. To moje ulubione miejsce w całej Puszczy. Niestety teraz muszę iść do domu na obiad. Nie to że nie jestem głodna, bo jestem, tylko z chęcią spróbowałabym czegoś innego, lecz my elfy jesteśmy wegetarianinami. Żadnego mięsa do jedzenia, żadnych polowań. Musze się zadowolić tym co jest, bo wybrzydzanie całą wieczność zrobiłoby się pewnie nudne. Weszłam akurat gdy moja mama Haia podawała do stołu. Jakieś owoce, jakaś sałatka i kilka orzechów. Czyli praktycznie to co zwykle. Nasz obiad jak zwykle odbywa się w milczeniu. Gdy kończe ide na ten właśnie dąb i spędzam tam w spokoju 3 godziny.
Po powrocie do domu poszłam do łóżka wpaść w trans czyli nasz odpowiednik snu. Nie potrzebujemy wiele wypoczynku. Dlatego wstaje gdy słońce wystawia dopiero pierwsze promyki. Jest poniedziałek więc idę do szkoły. Ogólnie do szkoły musze chodzić do 60 roku życia. Rzecz jasna dalsza nauka też jest możliwa. Szkoła znajduje się przy Placu głównym niedaleko od mojego domu. Dziś mam historie Puszczy, praktyke magii, teorie magi i ćwiczenia. Na ćwiczeniach nauczyciel dał mi do pary w ćwiczeniach chłopaka który nienawidzi wszystkiego i wszystkich- Raina. Mnie szczegulnie, przez to że jestem najlepsze we wszystkim co robi się na zjazdach za to on ma zwykle 2-4 miejsce. Dziś okazał to robiąc mi zawsze na przekór. Podczas wspinaczki złamał mi gałąź lecz utrzymałam równowage czym go zirytowałam. Sprawiło mi to wielką przyjemność. Po tym męczącym dniu ide wkońcu spać. Rano wychodze na poranny spacer gdy widze zbiodowisko przy głównej drodze. Widze królową lecz nie jest sama. Prócz strażnika ktoś za nią szedł. Człowiek. Co człowiek robi w Puszczy? I to w dodatku z królową? Przeciesz ludzie mają zakaz pojawiania się tutaj. To musi być coś naprawde ważnego. A tutaj ciekawe i niewyjaśnione żeczy to rzadkość.